Czyli recykling. Za bazę posłużyły kalendarzyki, które nie przypadły mi do gustu. Zatem zostały nieco przetworzone.
Pierwszy oklejony zwyłkym, tescowym, papierem ozdobnym. W ruch poszedł też, nadużywany przeze mnie, dziurkacz Doily Lace Martha Stewart, no po prostu, zwyczajnie, nie mogę się powstrzymać, kiedy mam go w zasięgu wzroku i rączyn ;)

A tak wygląda w środku {został już sprezentowany} :

Drugi. Dla mnie. Mniej udany. A to dlatego, że mam też słabość do grubaśnych ILSowskich papierów, niestety do oklejenia kalendarza okazały się zbyt porządne :) i zwyczajnie, "popękały" na zgięciach :( Dlatego środka nie pokazuję :)


Pozdrawiam słonecznie, choć śnieżnie
J.